• Piotr Piotrowski

Safari po turecku i kanion w Sapadere

Jazda bez trzymanki tureckimi bezdrożami. Wizyta w tureckiej wiosce, kąpiel w lodowatym oczku wodnym i piękny kanion w środku gór Taurus.

Na wycieczkę jeepami do kanionu Sapadere wybraliśmy się z Alanyi dość przypadkowo. Pierwotnie moja narzeczona chciała popłynąć w rejs po Morzu Śródziemnym, aby zobaczyć zjawiskową panoramę zamku Kalesi i słynnej plaży Kleopatry.


Wykupiliśmy ją w jednym z lokalnych biur wycieczkowych. Rejs nie odbył się z powodu silnego wiatru. Sympatyczny Mehmet, który przyjechał pod nasz hotel w dniu wycieczki zaproponował zwrot kasy albo wycieczkę alternatywną – właśnie do kanionu Sapadere. Po krótkiej naradzie, postanowiliśmy z narzeczoną i parą znajomych, że zamiast łażenia po Alanyi czy siedzenia w hotelu w wietrzny, pochmurny dzień, poszalejemy jeepami po tureckich bezdrożach!



Adrenalina po turecku

Spod naszego hotelu - Dionysos Sport & Spa w Colakli pan Mehmet zawiózł nas busem do Alanyi, gdzie przesiedliśmy się na jeepy. W naszym pojeździe znalazła się sympatyczna grupka młodych Anglików i Szkotów. Na ich bladych, piegowatych twarzach widać było nieroztarty dobrze krem do opalania a w plecakach - konkretny zestaw piw. Toyoty Land Cruiser , którymi za chwilę mieliśmy odjechać w siną dal, były dość wiekowe, Widać, że zaliczyły mnóstwo wypraw do Sapadere i nie tylko :) Nawet nie chciałem patrzeć na ogumienie ani stan techniczny jeepeów, aby nie psuć sobie przygody. W każdym razie, zapowiadał się niezły trip :)

Gdy wszyscy się załadowali do kilkunastu jeepów, ruszyliśmy w 40-kilometrową trasę. Kierowca naszego jeepa rozgrzał nas do czerwoności, zanim opuściliśmy rogatki Alanyi. Nie zważał na progi zwalniające, sygnalizację świetlną czy innych uczestników ruchu drogowego. Pruł jak szalony, z uśmiechem na twarzy. Adrenalina podskoczyła nam w górę, gdy zaczęły się drogi szutrowe, przybywało wzgórz i wąwozów.

Wiekowe toyoty wyprzedzały się nawzajem, często robiąc to na dość wąskich, krętych dróżkach. Nawet nie patrzyłem w dół, bo gdyby auto np. złapało gumę i spadło w przepaść, niewiele by z nas zostało. Nikt o tym jednak nie myślał. Poczuliśmy wiatr we włosach. To był totalny reset:) Na tureckim safari czuliśmy się jak na wypasionym rollercoasterze :)


W tureckiej wiosce

Jeep safari do Sapadere to taka uboższa alternatywa Alanyi dla pięknego, licyjskiego kanionu Saklıkent. Choć kanion kanionowi nie równy, dla turystów z Riwiery Tureckiej Sapadere to ogromna gratka. I w dodatku bliska, bo zaledwie 40 km od Alanyi. Ale przecież jechaliśmy tam nie tylko dla podziwiania pięknego kanionu i górskich wodospadów, lecz również poznania tureckiej wsi, życia na prowincji. No i i adrenaliny, bo przecież tureccy kierowcy rzadko ściągali nogę z gazu.

Pierwszym przystankiem była górska wioska, nazywająca się tak samo, jak kanion - Sapadere. Tutaj życie toczyło dużo wolniej, niż w nadmorskich kurortach. Po zagrodzie hasały kozy, owce i krowy. Jedna z rodzin zaprosiła nas do swojego domu, prosząc o ściągnięcie butów. Był skromny, ale czysty. W "salonie" stał niewielki, starego typu telewizor a kolorowe zasłony i dywan kontrastowały z białymi ścianami na ścianach a także komodzie. Oczywiście, rozsiedliśmy się w nim z naszymi Anglikami i Szkotami, pozując do pamiątkowego zdjęcia. Prawie w każdym domu na zewnątrz wisiała turecka flaga, obecnie są zdjęcia prezydenta kraju. Turcy przywiązują bardzo dużą wagę do tradycji i patriotyzmu.


Herbata z szyszek i fabryka jedwabiu

Gdy siedliśmy na wygodnej kanapie, gospodarze zaproponowali nam: czarną herbatą i mocną kawą. Wybrałem tą pierwszą, dla orzeźwienia. Miała dziwny smak, bo wzbogacono ją szyszkami, zrywanymi jest z roślin porastających zbocza gór Taurus. Panie Turczynki zaoferowały swoje rękodzieła. Laleczki w ludowych strojach, haftowane serwetki czy chusty. Po wyjściu z "chaty" był czas na krótką wizytę w nieczynnym warsztacie dziewiarskim. Można w nim było obejrzeć narzędzia do produkcji jedwabiu i kokony jedwabników.

Pan Turek zaprezentował nam metodę tkania tkanin na specjalnej maszynie. Uroku wioseczce dodawał pobliski wodospad, będący przedsmakiem przyrodniczych atrakcji, jakie czekały nas kilka godzin później. Sami mieszkańcy utrzymują się nie tylko z tego, co zarobią na turystach, ale również upraw m.in. cytrusów i granatów czy hodowli zwierząt.


W centrum Sapadere stoi niewielki meczet. Różnił się od tych, które widziałem w Alanyi, Bodrum, Side czy Konakli. Najprawdopodobniej został przerobiony na miejsce kultu ze zwykłego budynku. W wiosce był też stylowy młyn wodny oraz majdan-plac wiejski na różnego rodzaju spotkania, festyny i wesela.


Wodospad i oczka dla morsów

Z wioski pojechaliśmy do kanionu. Droga do największego wodospadu liczyła może z 0,7 kilometra. Poczekaliśmy aż ruszy peleton, aby móc w spokoju eksplorować Sapadere i móc robić zdjęcia bez dzikich tłumów :). Pokonaliśmy masę pomostów i schodków, aby zajrzeć w każdą szczelinę, źródełko i obejrzeć kaskady.


Drewniane drabiny umocowane na skałach umożliwiały zejście w dół i kąpiel w jednym z kilku oczek wodnych. To była jednak propozycja dla morsów, bo temperatura wody nie przekraczała w nich 12-13 stopni Celsjusza. Wzgórza i kaskady dają przyjemny chłód i orzeźwienie, więc nie straszny był nam 40 stopniowy upał. Gdy doszliśmy do głównego punktu wycieczki, był czas na selfie z największym wodospadem i powrót do bazy.




Gözleme czyli raj dla podniebienia

W brzuszkach zaczęło burczeć, więc czas w drodze powrotnej upłynął jakby szybciej. Po powrocie, czekał na nas przepyszny kurczak z ryżem (alternatywnie ryba), który popiłem równie wyśmienitymi piwem Efez. Niektórzy żalili się, że hurtowo zrobiony obiad dla kilkudziesięciu turystów nieco był zimny, ale czy to miało jakieś znaczenie, gdy w brzuchu burczało?

Obiad podano w plenerowej tawernie, nad rzeką. Nie był ostatnim punktem naszej wycieczki. Z nakarmionymi brzuszkami w drodze powrotnej zajrzeliśmy do tzw. do Jaskini Krasnoludków (Cüceler), gdzie podziewaliśmy stalaktyty i stalagmity a także zatrzymaliśmy się w kilku miejscach, aby obejrzeć przepiękne, zapierające dech w piersiach widoki na góry Taurus.


Kto nie miał jeszcze dość, mógł skusić cię na turecki smakołyk – placek gözleme. To taki naleśnik po turecku, tyle, że na cieńszym cieście robiony a więc mniej sycący. Jadłem go pierwszy raz w hotelu, gdy pierwszy raz byłem w Turcji, trzy lata wcześniej. W opcji all inclusive , podawany był między śniadaniem a obiadem.

Na tureckiej prowincji pani Turczynka przyrządzała na wolnym powietrzu, pod wiatą. Na ogromnej patelni kładła duże placki, wałkowane wcześniej kijem. Zrobić placek o kilkumilimetrowej grubości, który się nie rwie i jest niebem w gębie, to mistrzostwo świata! Gözleme można go było zamówić z różnymi nadzieniem, mi najlepiej smakował ten z serem, pietruszką i szpinakiem. Jednym słowem, pychota! (składniki ciasta: 2 szklanki mąki, 1 jajko, pół łyżeczki soli, 2 łyżki jogurtu naturalnego; składniki farszu: 250 g szpinaku, 100 g białego sera, pieprz i sól do smaku). Gözleme to trzeci turecki smakołyk, po jogurcie ayran i soku z granatu, w którym zakochałem się, spędzając wakacje na Riwierach Tureckiej i Egejskiej.


Bez dzikich tłumów

I na koniec wskazówka. My do Sapadere jechaliśmy kilkoma jeepami. W kanionie był dziki tłum, więc dotarcie do wszystkich atrakcji czasami było frapujące. Dlatego polecam wybrać się do Sapadere indywidualnie, wynajmując auto. Dojazd z Alanyi nie jest zbyt trudny. To raptem jakieś 40 kilometrów, które pokonamy w blisko godzinę.


Również drogi są w przyzwoitym stanie. Z Alanyi jedziemy drogą D400 wzdłuż wybrzeża a następnie, kilka kilometrów za Kargicak skręcamy w lewo, w kierunku Demirtaş Yolu. Z Demirtaş Yolu jedziemy cały czas prosto 16 km ,aż zobaczymy tabliczkę "Sapadere" :).



1,164 wyświetlenia8 komentarz

Formularz subskrypcji