• Piotr Piotrowski

Tunis. Miasto mozaik

Tunis, stolica Tunezji, tak jak cały ten kraj jest feerią barw, kulturowym miksem, gdzie arabskie medyny kontrastują z kolonialnymi domami Francuzów. Tu zabytki z czasów rzymskich mieszają się z arabskimi, francuskimi, berberyjskimi i tureckimi.

Tunis to miasto mozaik. I nie tylko ze względu na słynne mozaiki w Muzeum Bardo, ale różnorodność architektury, kultur, religii, kuchni czy zapachów przypraw dochodzących z arabskiego bazaru, kontrastującego z bulwarem wzorowanym na paryskich Polach Elizejskich. Tu nowoczesność łączy się z tradycją, tradycyjny suk sąsiaduje z modnymi butikami, niebieskie, tunezyjskie bramy domów z białymi domami kolonialnymi w stylu art nouveau i art déco.

Jedyne w swoim rodzaju arabsko - kolonialne centrum Tunisu uzupełniają jego przedmieścia: z jednej strony ruiny starożytnej Kartaginy, z drugiej - Muzeum Bardo, z trzeciej - biało - niebieskie, najbardziej "instagramowe" w Tunezji miasteczko Sidi Bou Said. W swojej fotorelacji, oprócz własnych zdjęć z tunezyjskich wakacji, zamieściłem też fotografie moich przyjaciół, Amine Hjal oraz Kais Letaief, za co im bardzo dziękuję!

W poprzednich postach zabrałem Was na tunezyjską pustynię, aby pokazać różnorodność Sahary przez pryzmat kręconych tam Gwiezdnych Wojen oraz do antycznego El Jem, aby wczuć się w rolę gladiatora. Dziś zapraszam na spacer uliczkami tuniskiej medyny i arabskich "Pól Elizejskich" (czyli Avenue Habib Bourguiba). Zabiorę Was również do Muzeum Bardo, ze wspaniałą kolekcją rzymskich mozaik.

Ucieczka od "all inclusive"

Turyści przyjeżdżają do Tunezji, aby posmakować wakacji all inclusive w hotelowym wydaniu, wygrzać się w słońcu i zażyć kąpieli w Morzu Śródziemnym. Warto jednak uciec od "raju", czyli morza, piasku, słońca i palm. Choćby na chwilę. Aby posmakować kuskusu z kurczakiem i harissą w jednej z uroczych knajpek przy Avenue Habib Bourguiba czy wejść do tradycyjnej szkoły koranicznej – medresy. Po prostu poznać życie przeciętnego mieszkańca Tunisu.

Zwiedzanie Tunisu należy zacząć od jego serca - czyli medyny – arabskiej starówki z licznymi zabytkami, wpisanymi na Światową Listę UNESCO. Wąskie uliczki medyny to nie tylko arabskie targowiska zwane sukami. Możemy tutaj podziwiać wspaniałe meczety, medresy (szkoły koraniczne), zjeść smaczne danie w restauracji, wypić kawę czy herbatę w jednej z licznych knajpek.

Najważniejszym miejsce medyny jest Meczet Drzewka Oliwnego (Ez- Zitouna). Jeśli nie wyznajemy islamu, możemy zobaczyć tylko jego dziedziniec. Meczet zbudowany pod koniec VII w., później został przebudowany później na wzór największej tunezyjskiej świątyni – w Kairouanie. Charakterystyczny kwadratowy minaret to dodatek z XIX wieku. Ma 160 filarów, które pierwotnie pochodzą z ruin starożytnego miasta Kartagina. Aby zobaczyć go bliżej, turyści nie będący wyznawcami islamu, mogą wejść na platformę widokową na skraju dziedzińca (3 DT).

Będąc w Tunisie, grzechem byłoby nie zrobić zakupów na jednym z wielu arabskich bazarów. Jeden suk wita nas aromatami przypraw i ziół, drugi - zapachem perfum i owoców. Warto też kupić oryginalne tkaniny, dywany, rzeźby czy tunezyjskie nakrycie męskiej głowy - szesziję. Tunezja to kraj jaśminu - "pachnącego kwiatu". W XVI wieku z Hiszpanii przywieźli go Maurowie, a swym delikatnym wdziękiem i pięknym zapachem zdobył miłość Tunezyjczyków.

Znam jego zwolenników, ale i zagorzałych przeciwników. Kwiat symbolizuje tu czystość, miłość i otwartość. Kto lubi jego zapach, może zaopatrzyć się we wszelkiego rodzaju kosmetyki. Ja na wiszące na ścianie kwiaty jaśminu spotkałem nawet w toalecie jednej z dyskotek w Hammamecie. Służyły jako odświeżacz zapachu :) Jeśli chcemy mieć zapach Tunezji, warto kupić na targu olejki zapachowe, perfumy czy mydła na bazie jaśminu.

Polecam tunezyjskie przysmaki, jak choćby harissę - pastę na bazie papryczki chilli. "Ożywia" kurczaka, duszone warzywa, rybne zupy, dipy i sosy. Inaczej też smakują owoce, dojrzewające w afrykańskim słońcu. Chyba najbardziej znanymi są daktyle oraz oliwki. Również cytrusy, szczególnie pomarańcze są tutaj bardziej aromatyczne, słodsze i soczyste.

Na tradycyjnym tunezyjskim suku oprócz przypraw, owoców i kosmetyków kupimy również oryginalną odzież czy tradycyjne wyroby lokalnych rzemieślników. Znajdziemy tu: mieniące się wieloma kolorami ręcznie haftowane chusty, piękne dywany, rzeźbione z drewna souveniry, ceramiczne garnki, wyszywane suknie z jedwabiu, kuferki, ręczniki do kąpieli (hammamu), tradycyjne męskie nakrycie głowy (chechia), strój berberyjskich kobiet (melia). koralową biżuterię, oryginalne arabskie lampki i wiele innych cudnych rzeczy. W przeciwieństwie do wielu innych krajów, tunezyjskie bazary są dalekie od wciskania turystom chińszczyzny.

Medyna to nie tylko świat smaków, ale i kolorów. Szczególnie w oczy rzucają się tunezyjskie drzwi - masywne, drewniane, zdobione, od wieków strzegące sekretów wnętrz. Z reguły, na bramie są przynajmniej trzy kołatki. Tej po lewej używać mogą tylko mężczyźni, tej po prawej – kobiety, a ta najmniejsza u dołu jest dla dzieci. Znaczenie mają również kolory. Biały oznacza nieśmiertelność i niewinność. To spadek po Rzymianach. Niebieski, najczęściej spotykany - wiąże się z arabską wiarą w dżiny, utkane z błękitnego dymu. Zielony to z kolei oznaka życia - wedle filozofii Berberów, synonim życia.

Medynę od nowszej, kolonialnej części miasta (Ville Nouvelle) oraz najsłynniejszego deptaku w Tunisie – słynnej alei Avenue Habib Bourguiba oddziela Brama Morza (Bab el Bhar) na Placu Zbawiciela, pozostałość po miejskich fortyfikacjach z czasów średniowiecza.

Przy alei Avenue Habib Bourguiba, zbudowanej na wzór francuskich Pól Elizejskich, można napić się pysznej kawy w jednej z licznych kawiarni.



To główna arteria nowszej, postkolonialnej części miasta, zwanej Ville Nouvelle , co z francuskiego znaczy Nowe Miasto. Po jej środku, w dwóch rzędach rosną figowce.

Godnym obejrzenia jest budynek Teatru Miejskiego z końca XIX w. Wniósł go francuski architekt, Jean Rasplandy. Oprócz teatru, był tutaj hotel Tunisia Palace i palmiarnia. To przykład eklektyzmu z mieszanką baroku i art nouveau. Elewację budynku zdobią płaskorzeźby aniołków i złota sztukateria.

Na końcu alei Avenue Habib Bourguiba dochodzimy do placu Place de l'Indépendance. Tutaj możemy sobie zrobić zdjęcie napisem "I love Tunis" a także posągiem Ibn Chalduna, jednego z najwybitniejszych arabskich historiozofów i wykładowców uczelni przy meczecie Ez- Zitouna.

Poniżej Place de l'Indépendance 10 lat wcześniej, podczas mojej wizyty w Tunisie. To było jeszcze przed Jaśminową Rewolucją, czyli protestami Tunezyjczyków przeciwko złej sytuacji materialnej, korupcji i bezrobociu w 2011 roku. Rewolucja skończyła się ucieczką prezydenta kraju, Zajna al-Abidin ibn Ali. Za moimi plecami - widać baner z jego podobizną.

Atrakcją dla turystów - katolików będzie zbudowana w 1882 r. katedra św. Wincentego a Paulo, największy zachowany budynek z epoki kolonialnej Tunisu, w stylu neoromańskim.

Katedra została nazwana na cześć św. Wincentego a Paulo, misjonarza, który został na początku XVII w. został porwany przez piratów i sprzedany jako niewolnik a następnie walczył z niewolnictwem po wyzwoleniu. Fasada katedry ozdobiona jest złotą mozaiką Jezusa i dwoma aniołami grającymi na trąbce.

Kolejną wizytówką Tunisu jest wieża zegarowa Clock Tower na placu 7 listopada - symbol "nowego wieku" . Ten "nowy wiek" zaczął się wraz z objęciem władzy prezydenta Zin Al-Abidin Ben Ali'ego w 1987 r. Obok stoi pomnik pierwszego w historii prezydenta niepodległej Tunezji, Habib Bourgiby.

Plac z wieżą to jedno z najpopularniejszych miejsc wieców politycznych. To tutaj tak na dobre zaczęła się w 2011 r. Jaśminowa Rewolucja, czyli społeczne protesty przeciw rządom prezydenta Zina Al - Abidina Ben Alego. Oskarżony o kryzys gospodarczy kraju, korupcję i krwawe rozprawianie się z przeciwnikami, prezydent uciekł z kraju.

Ahoj, przygodo!

Po spacerze w centrum miasta, czas odpocząć od historii i polityki. Przenosimy się nad morze. Miłośnikom zabawy i nocnych klubów polecam modne dzielnice: les Berges du Lac lub La Goulette, gdzie niegdyś mieszkało najwięcej tunezyjskich Żydów. Od centrum Tunisu, w promieniu około 20 km możemy odpocząć na cudownych, bajecznych plażach. Np. w Borj Cedria czy Ezzahra. Plaże w Tunezji są piaszczyste, szerokie, jedne z najpiękniejszych w basenie Morza Śródziemnego. I choć nie brakuje różnego rodzaju nagabywaczy jazdy wielbłądem, ręcznie robionych bransoletek, klamerek przytrzymujących ręczniki kąpielowe i innych cudów.

Na plaży nie brakuje atrakcji. Zarówno tych wodnych jak i powietrznych. Ja polecam lot paralotnią holowaną przez motorówkę - tzw. parasaling. Powietrzna przygoda trwała około pół godziny, ale jest godna tych kilkudziesięciu dinarów.

Nadmorskie pejzaże z lotu ptaka zapamiętam do końca życia. Niesamowite widoki wybrzeża Tunezji, ekskluzywne hotele i inne budynki wydawało się tak małe, niczym pudełka od zapałek. Parasaling jest bezpieczny, jeśli słucha się rad instruktora.

Wypadki zdarzają się bardzo rzadko. Warto wybrać się w mniej wietrzny dzień, jeśli ktoś nie chce się za dużo "nałykać" adrenaliny. Podczas mojego, 14 - dniowego pobytu w okolicach Tunisu zdarzył się jeden wypadek - podczas lądowania jedna z turystek skaleczyło się w nogę, uderzając w jeden z parasoli rozstawionych na hotelowej plaży.

Spotkanie ze sztuką

Na przedmieściach Tunisu koniecznie trzeba zawitać do słynnego Muzeum Bardo. To jedno z najlepszych muzeów archeologicznych na świecie, ze wspaniałą kolekcją mozaik, rzeźb i posągów z różnych epok, począwszy od starożytności. Niezwykła kolekcja mieści się w pałacu Bardo, zbudowanym w XIII w.

Najwartościowszym eksponatem jest ułożony z mozaiki portret słynnego rzymskiego poety Wergiliusza, który w swoim poemacie epickim „Eneida” opisał m.in. powstanie Kartaginy. Oprócz mozaik, są marmurowe rzeźby i sarkofagi znanych osobistości ze świata polityki, sztuki i nauki.

Na trzech kondygnacjach dwóch pałaców możemy obejrzeć dzieła z różnych epok i kultur: rzymskiej, greckiej, punickiej, chrześcijańskiej i arabsko-muzułmańskiej. Trafiły tutaj ze wszystkich regionów Tunezji.

Jeśli ktoś jest fanem pamiątek z krajów, które odwiedził, warto kupić w muzeum miniaturkę mozaiki. Idealnie nadaje się na ozdobę ściany czy ogrodu.

Muzeum Bardo odwiedziłem jeszcze przed zamachem terrorystycznym, w 2015 roku, w którym zginęło ponad 20 turystów. Przyznało się do niego Państwo Islamskie. Samo zdarzenie mocno odbiło się cieniem nie tyle na samym muzeum, co na gospodarce całego kraju. Tunezja straciła miliony na turystyce. W ostatnich latach wraca do łask turystów, również tych z Polski czego dowodem było 6. miejsce wśród najpopularniejszych destynacji zagranicznych (dane z lat 2018 i 2019).

Śladem Hannibala

Kto kocha starożytne ruiny, z Tunisu ma kilka kilometrów do słynnej Kartaginy, której początki sięgają blisko 2 tys. lat. Kiedyś było to imperium, potężniejsze niż Rzym. W III w. p.n.e. Kartagińczycy wdali się w serię wojen z Rzymem (tzw. wojny punickie), które doprowadziły do zagłady miasta w 146 roku p.n.e. Kartagina została zrównana z ziemią. Dosłownie, co dziś można zobaczyć, spacerując po jej terenie. Samo państwo nie odzyskało już swojego blasku. W VII w. jego tereny podbili Arabowie. Zaczęło się nowa epoka.

Najsłynniejszym władcą Kartaginy był Hannibal, który nie raz dał łupnia rzymskim legionom, pokonując ich m.in. pod Kannami. Do walki z Rzymianami wykorzystywał słonie bojowe.

Zwiedzanie Kartaginy najlepiej zacząć od wzgórza Byrsa, zwanych „kartagińskim akropolem”, z pięknym widokiem na całe miasto oraz morze. Po jednym z najbogatszych miast tamtych czasów zostały dziś ruiny rzymskiego amfiteatru i kilka samotnie stojących kolumn. Najważniejszym punktem wycieczki są termy Antoniusza z II w. p.n.e.. Były największym kompleksem łaźni w całym Imperium Rzymskim. Największy z basenów był wielkości dzisiejszego basenu olimpijskiego. Do tego Rzymianie wybudowali kompleks saun, sal gimnastycznych i szatni. V w. n.e. termy zostały zniszczone w najeździe plemienia germańskiego, nie bez powodu nazwanego Wandalami. Warto obejrzeć ruiny rzymskich wili oraz portu punickiego.

Ostatnim akordem naszej tunezyjskiego wycieczki jest położone na przedmieściach Tunisu Sidi Bou Said. Biało – niebieskie miasteczko na stromym klifie wybrzeża Morza Śródziemnego, najbardziej "pocztówkowe" w Tunezji. Raj dla miłośników zdjęć! Pokochali je w XIX w. francuscy kolonialiści, budując tutaj piękne rezydencje. Wkrótce przyjechali tutaj wszelakiej maści artyści, od Miguela de Cervantesa, Jeana Paula Sartre'a, Gustave Flauberta, Foucaulta, Malreaux po Paula Klee. Ten ostatni nawet wyznał, że dzięki Sidi Bou Said odkrył kolor. Warto wypić kawę lub miętową herbatę z orzeszkami piniowymi w jednej z uroczych kafejek, rozkoszując się pięknymi widokami na morze a potem pospacerować wąskimi uliczkami. Tu wszystko jest biało- niebieskie!




955 wyświetlenia27 komentarz

Formularz subskrypcji