• Piotr Piotrowski

Tunezja - śladem Gwiezdnych Wojen

Dwie oazy, trzy typy pustyni, trzy miejsca na Saharze, w których kręcono "Gwiezdne wojny", dwa słone jeziora i obiad w wykutym w skale domu pod ziemią. Czy to mało, aby poznać prawdziwe oblicze Tunezji, dalekie od hotelowego all inclusive i plażowania?

Dwudniową wycieczkę po tunezyjskiej Saharze i oazach polecam tym, którzy chcą zrobić odskocznię od wypoczynku nad morzem, w hotelowym basenie czy zakupów na arabskim suku. My taką wyprawę zaliczyliśmy z lokalnym biurem, podczas wczasów w Hammamecie.


NA ARENIE GLADIATORÓW

Wyprawę o ekscytującej nazwie "Sahara Explorer" zaczęliśmy od zwiedzania świetnie zachowanego, trzeciego co do wielkości na świecie amfiteatru rzymskiego w El Jem (po arabsku - Al Dżamm). W czasach panowania rzymskiego było to jedno z największych miast Kartaginy. Amfiteatr mógł pomieścić blisko 30 tys. widzów, którzy sycili się krwawymi walkami gladiatorów czy wypuszczanymi na pożarcie lwów chrześcijanami. No bo co mieli robić ludzie blisko 1800 lat temu? Nie było wtedy teatru, kina, gier Play Station czy telewizji :)

W KRAINIE TROGLODYTÓW

Po obejrzeniu koloseum przejechaliśmy autokarem do jednego z domów wykutych w jaskini, w Matmacie. Im dalej na południe, tym mniej było zabudowań, krajobraz stawał się bardziej pustynny a powietrze było coraz bardziej suche. Dlatego trip "Sahara Explorer" polecam poza pełnym sezonem, np. na przełomie września i października. Upały nie będą tak dokuczliwe. W Matmacie, uciekając od upału, w chłodnym pomieszczeniu pod ziemią zjedliśmy tradycyjny, tunezyjski obiad. Z pełnymi brzuszkami mogliśmy podziwiać księżycowy krajobraz Matmaty oraz przyjrzeć się codziennemu życiu jego mieszkańców.

Krainę tę zamieszkują Troglodyci - tak z greckiego określa się berberyjskich jaskiniowców. W domach wykutych w miękkich skałach mieszkają tak jak pozostali Tunezyjczycy. Na pustynnych terenach w podziemnych mieszkaniach mogą odetchnąć od upału i uciec od piaskowych burz. Temperatura utrzymuje się w nich na poziomie 17 stopni Celsjusza praktycznie przez cały rok.

Domy Troglodytów i księżycowe krajobrazy tej krainy były inspiracją dla twórców filmowych, m.in. George’a Lucasa, który tutaj w 1976 roku kręcił pierwszy film z serii Gwiezdnych Wojen - "Nowa nadzieja". Dziś wiele z gospodarstw służy jako swoisty skansen dla turystów. Ubranie w tradycyjne stroje Berberowie zapraszają przybyszów do środka, pokazując swój styl życia i wyposażenie codziennego użytku.

W tunezyjskim posiłku nie mogło zabraknąć gotowanych warzyw i kuskusu. Jedliśmy go w domu wykutym w skale, pod ziemią.

Domy Berberów zaczynają się od swoistego rodzaju dziedzińca, z którego wejścia prowadzą do pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych oraz zagrody ze zwierzętami domowymi.

Im dalej jechaliśmy na południe, tym Tunezja jest mniej arabska, francuska i cywilizowana. Przy drodze tubylcy sprzedają mięso wiszące na hakach a także poukładane w piramidki pojemniki z paliwem. Tak, tak, takie są "stacje paliw" na południu kraju. Zamiast latte z Orlenu można było u nich skosztować tradycyjną, miętową herbatkę z orzeszkami piniowymi czy czarną kawę z domieszką daktyli. Za przekąskę robiły daktyl, figa i melon - narodowe owoce Tunezji. Turystów tubylcy kusili barwnymi tkaninami, strojami ludowymi czy egzotycznymi owocami. Trzeba przyznać, że im dalej na południe, tym Tunezja była biedniejsza.


U WRÓT SAHARY

Podążając do Wrót Sahary, czyli Douz, krajobraz stawał się coraz bardziej pustynny. Przybywało też gajów oliwnych, palmowych i opuncji. Coraz mniej było asfaltowych dróg, coraz więcej wyboistych, szutrowych tras.

Douz było ostatnim punktem sobotniej wycieczki. To stąd, z wygodnego autokaru przesiedliśmy się na wielbłądy, oczywiście wcześniej ubierając specjalne stroje beduinów. Z Douz wyruszają karawany, samochody i quady na pustynne safari, aby eksplorować tereny Sahary.

Po ugaszeniu pragnienia sokiem z palmy daktylowej , przebrani w tradycyjny strój (dżelabę i turban :) dosiedliśmy te zwierzęta, oczywiście wcześniej poinstruowani przez Tunezyjczyków, jak to zrobić :). Godzinna przejażdżka bezkresnymi piaskami o zachodzie słońca miałaby swój urok, gdyby nie ciągle pierdzące wielbłądy :).

W Douz warto zobaczyć Muzeum Sahary. Jest dział poświęcony anatomii wielbłąda, zwierzętom i roślinom występującym na tej pustyni, ekspozycja dotycząca namiotu Berberów i innych przedmiotów, jakie są potrzebne do codziennego życia na Saharze.

Jeśli ktoś chce zabawić dłużej na Saharze, polecam miasteczko Douz - pełne hotelików, restauracji, kawiarenek i sprzętu do eksploracji pustyni :)

Dżelaba (zwana również: darija, djellabah, galabiya oraz jellāb) to długa i luźna szata noszona zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety w krajach Afryki Północnej. Doskonale chroni zarówno przez słońcem jak i wiatrem. Pierwotnie wykonywano je z wełny.

Po noclegu w hotelu w środku Sahary, wypoczęci, następnego dnia ruszyliśmy na podbój oaz. Zanim jednak udaliśmy się do Chebiki, Tamerzy i Tozeur, czekało nas nas słynne słone jezioro.


SZATT EL DŻARID

Wyjazd zaplanowano wczesnym rankiem, aby zobaczyć niesamowity wschód słońca w Szatt al Dżarid. To tu znajduje się największe w Afryce północnej słone jezioro - ponad 5 tys. km kw. płaskiej jak stół powierzchni pokrytej solą i piaskiem.

Ze względu na znikome opady deszczu i temperatury, które potrafią dojść do 50 °C, woda wyparowuje z jeziora. W lecie jezioro wysycha niemal zupełnie. Woda, która gromadzi się zimą, odparowuje wiosną.

Na powierzchni ziemi zostają osady soli i minerałów. Gdy wiatr zasypie je piaskiem, trudno odróżnić, gdzie jest jezioro, a gdzie pustynia. Istnieje legenda, w której w XIX w. karawana tysiąca wielbłądów po zabłądzeniu, utopiła się w słonym zbiorniku. Być może, to tylko chwyt marketingowy i straszak na samotnych turystów, wymyślony przez przewodników.

Szatt al – Dżarid to kolejne miejsce, wykorzystane w scenografii Gwiezdnych Wojen. Reżyser najsłynniejszej serii science - fiction, George Lucas nie bez przypadku wybrał akurat tunezyjskie plenery na nakręcenie "nieziemskiej" scenerii. Z jednej strony podziemne domy w Matmacie, warowne ksary "robiły" za kosmiczne miasteczka, z drugiej bezkresna pustynia i księżycowe krajobrazy z wyschniętym jeziorem w tle.

Nad jezioro najlepiej wybrać się wczesnym rankiem, aby zaobserwować dwa zjawiska optyczne w atmosferze, związane z układem mas powietrza – fatamorganą i mirażem.

Tam gdzie król (kalif?) chodzi piechotą. Tunezyjczycy zadbali, aby toalety przy jeziorze wyglądały uroczo. Nie zabrakło ich ulubionego koloru - niebieskiego. "Sidi Bou Said" to nie jest, ale swoją funkcję spełnia ;)


OAZY I PALMY

Z jeziora przejechaliśmy do miejscowości El Hamma, gdzie przesiedliśmy się z autobusu do jeepów. Nimi dojechaliśmy do gór Atlasu, tuż przy granicy z Algierią. Tam czekało na nas rajskie miejsce - leżąca nad wąwozem oaza Chebika - najpiękniejsza oaza w Tunezji. Jej dnem spływał kaskadami potok. Po wyczerpującej w słońcu wędrówce, można było schronić się pod porastającymi zbocza palmami.

Jeszcze piękniejsza wydaje mi się druga z oaz, Tamerza. Ona może poszczycić się kilkunastometrowym wodospadem.

Oaza Chebika jest niezamieszkała. Po dawnych mieszkańcach zostały tylko ruiny domów i murów. Na jednej ze skał zrobiłem zdjęcie kozicy. Jak myślicie, prawdziwej?

Pasmo Atlasu Sacharyjskiego rozciąga się na długości 1000 km. Jego najwyższy szczyt to Dżabal Ajsa (2236 m n.p.m.).

Majestatyczne góry Atlasu z porastającymi zbocza palmami zrobiły na nas ogromne wrażenie.

Również na tej oazie kręcono niektóre sceny z filmu Gwiezdne wojny: część IV – Nowa nadzieja oraz Angielski pacjent.

JEEPAMI PO (MOKREJ) SAHARZE

Sporo emocji dostarcza upragniona jazda jeepami po dnie słonego jeziora Szatt el Gharsa, następnego dnia. Niestety, rano przeszła ulewa, więc trafiło dość specyficzne safari, po mokrym piasku :)

Tunezyjscy kierowcy przecierali oczy ze zdumienia, widząc potężne krople na szybach swoich jeepów. Podkreślali, że ostatni deszcz tutaj o tej porze roku kilkanaście lat temu.

Szatt el Gharsa to trasa rajdu Paryż –Dakar. Nam imprezę popsuł deszcz.

I kolejne miejsce, gdzie kręcono kilka części Gwiezdnych Wojen - wybudowane w środku pustyni miasteczko, będące oryginalną scenografią tej kultowej serii. To tutaj znajdowała się filmowa planeta Tatooine. Domy w kształcie igloo wzbogacono "kosmicznymi" elementami (metalowe drzwi, stożkowe iglice itd.)

Tu również kręcono film „Angielski Pacjent” , wykorzystując do scenografii górę przypominającą kształtem siedzącego wielbłąda. Można z niej podziwiać krajobraz położonego w depresji słonego jeziora Szatt El Gharsa a także zjawisko fatamorgany.

DAKTYLOWY (K)RAJ

Kolejnym punktem programu są oazy w Tozeur i Nafty, do których wybraliśmy się - dla odmiany - bryczkami. Droga wiodła przez biedne wioski, żyjące wyłącznie z rolnictwa i upraw. Z nich najlepiej ogląda się gaje palmowe i oliwne. Kolczaste opuncje przy drodze, a dalej - plantacje palm daktylowych.

Plantacje zasilane są kanałami wodnymi z licznych źródeł. Rośnie tu blisko pół miliona palm! W sumie, w Tunezji rośnie ponad 20 milionów drzew oliwkowych a kraj zajmuje drugie miejsce na świecie w eksporcie daktyli.





KAIROUAN

Ostatnim punktem programu był meczet w Kairouan - czwartym świętym miastem islamu.

Do tego miejsca kultu zwanego Sidi Okby muzułmanie mogą wejść jedną z 9 bram, innowiercy tylko bramą główną - od strony ul. Ukba ibn Nafi.

Meczet zbudowany został w VII w. Materiał do wykonania 414 kolumn pochodził z rozbiórki budowli rzymskich, bizantyjskich i chrześcijańskich. Miasto Kairouan jest warte odwiedzenia na dłużej, niż tylko godzinny przystanek na trasie Sahara Explorer. Jest tutaj ponad setka meczetów, okazała medyna, która zamienia się w wielki bazar oraz pochodzące z IX w., baseny dynastii Aghlabidów, czyli dwa zbiorniki, w których gromadzono wodę dla miasta.


Dwudniowa wycieczka to koszt od ok. 300 - 400 zł od osoby, w zależności od zakresu imprezy. Oczywiście, najtaniej jest w lokalnych agencjach, choć trzeba dokładnie przeanalizować, czy na pewno oferują one tak bogaty program jak polskie biura i czy wycieczkę poprowadzi polskojęzyczny przewodnik. W tej cenie przewidziano transport klimatyzowanym autokarem, przewodnika, posiłki przez dwa dni (obiad - kolacja - śniadanie - obiad), nocleg w 3 lub 4 gwiazdkowym hotelu oraz bilety do części zwiedzanych miejsc. W zależności od oferty biura, do tej kwoty trzeba doliczyć atrakcje, bez których Sahara Explorer nie ma pełnego wymiaru - ok. 20 -30 dinarów tunezyjskich za przejażdżkę na wielbłądach, ok. 50-60 dinarów - quadem po pustyni, ok. 12-20 dinarów - za jazdę bryczką do oazy i gajach palmowych oraz kolejne ok. 40 dinarów - za wizytę na planie "Gwiezdnych Wojen".

Warto zabrać ze sobą wygodne buty, nakrycie głowy i krem z filtrami.














972 wyświetlenia36 komentarz

Formularz subskrypcji