• Piotr Piotrowski

Pałac na wodzie w Radomierzycach. Mordercze archiwum i 12 panien.

Barokowy pałac w Radomierzycach (gm. Zgorzelec) jest jednym z najpiękniejszych na Górnych Łużycach. Wielka szkoda, że dziś zabytek jest zamknięty dla turystów. I skrywa tak wiele tajemnic.

Budowlę zwaną "Pałacem Dwunastu Panien" , "Perłą Górnych Łużyc" czy "Pałacem na Wodzie" w latach 1708-1732 sfinansował Joachim Zygmunt von Ziegler-Klipphausen, polsko-saski szambelan króla Augusta II Mocnego. Wcześniej znajdował się tutaj zamek warowny na wodzie. Wnętrzem okazałem budowli zajęli się najlepsi, drezdeńscy rzemieślnicy i architekci, sławni w całej Europie. Architektura miała nawiązywać do przemijania – mamy 12 kominów (symbolizujących ilość miesięcy w roku), 52 par drzwi (ilość tygodni) i 365 okien (dni).

Pałac stojący w niewielkiej wsi tuż przy granicy polsko - niemieckiej i Europa-Miasta - Zgorzelec/Görlitz ma trzy kondygnacje, powstał na planie litery C i jest flankowany dwoma skrzydłami bocznymi. Przykrywa go wysoki, dwupołaciowy dach mansardowy. Główna fasada z trzyosiowym ryzalitem zwieńczona została tympanonem. Z kolei za ogród w stylu francuskim odpowiadali najlepsi europejscy projektanci: Jan Fryderyk Kocher i M.D. Pőppelman. Przed śmiercią Ziegler - ewangelicki chrześcijanin - przekazał swój majątek wraz z pałacem w Radomierzycach (niem. Radmieritz), w ręce fundacji ewangelickiej, która w pałacu otworzyła ewangelicką szkołę dla panien stanu szlacheckiego. Łącznie szlachcianek było 12, stąd nazwa "Pałac 12 panien". Fundacja była właścicielem obiektu do 1945 roku. Poniżej - zdjęcia pałacu sprzed II wojny światowej.

Poniżej sarkofag Joachima Zygmunta von Ziegler-Klipphausen, twórcy Perły Górnych Łużyc. Szambelan króla Augusta II Sasa był bezdzietnym kawalerem.

W połowie XVIII w. pałac zyskał miano najpiękniejszego zamku na terenie Łużyc Górnych. Poddano go kolejnym, gruntownym modernizacjom w 1856 roku oraz w latach 1875-1876. Balował tu m.in. sam król pruski Fryderyk Wielki.

Ciekawość wpędziła ich do grobu

Podczas II wojny światowej pałac służył na magazyn archiwów z miasta Goerlitz, Archiwum Państwowego z Wrocławia oraz tajne archiwum SS. Hitlerowcy gromadzili tu listy konfidentów i ludzi współpracujących z Niemcami we Francji, Holandii czy Belgii. Nie zdążyli wywieźć akt. Po wkroczeniu Armii Radzieckiej na te tereny w 1945 roku, pałac został rozkradziony i zdewastowany. W ich Sowietów wpadło tajne archiwum z ponad 20 tysiącami niemieckich i francuskich akt służb wojskowych oraz 50 tysięcy akt niemieckiego sztabu generalnego. Następnie ślad po gestapowskich dokumentach pełnych tajemnic zaginął. Chwilę wcześniej, do pałacu zawitało trzech panów: późniejszy premier Polski Ludowej - Piotr Jaroszewicz, późniejszy sudecki przewodnik Tadeusza Steć i podpułkownik, późniejszy generał Jerzy Fonkowicz. Ponoć właśnie w sprawie hitlerowskiego archiwum. Poznali ich treść, co miało się dla nich okazać zgubne - w latach 90. XX w. wszyscy trzej zostali w okrutny sposób zamordowani, a ich zabójców do dzisiaj nie złapano. Morderstwa poprzedziły tortury. Po latach Biuro Wywiadu Kryminalnego Komendy Głównej Policji wysnuło koncepcję, że zabójstwo Jaroszewicza i jego żony miało związek z tajnym archiwum w Radomierzycach. Były premier Polski zapowiadając wydanie "rewelacji" z radomierzyckich akt i tym samym podpisał na siebie wyrok śmierci. Ponoć w pałacowym archiwum znajdowały się informacje kompromitujące polityków z różnych krajów. Część tajnego archiwum Rosjanie sprzedali potajemnie państwom Zachodu. Co ciekawe, morderców całej trójki śledczy nigdy nie ustalili a najważniejszy dowód w sprawie - odciski palców potencjalnych morderców - zaginęły. I nie pomogli tutaj nawet policjanci z super komórki, jaką jest Archiwum X, zajmujące się niewyjaśnionymi sprawami sprzed wielu lat.

Po wojnie pałac znalazł się rękach Skarbu Państwa, ale jak wiele państwowych majątków, niszczał. Mieścił się tu ośrodek WOP, później PGR. Pałac opustoszał od lat 50. XX w.

Na przełomie wieków rezydencję kupił Marek Głowacki, właściciel firmy Gerda. Jego plany adaptacji na hotel i centrum konferencyjne przerwała śmierć przedsiębiorcy w 2003 roku. Pomysł genialny - z jednej strony rezydencja leży na uboczu, w zacisznym miejscu, z drugiej - przy samej granicy polsko - niemieckiej i Nysie Łużyckiej. Głowacki zdążył wymienić wszystkie stropy, wykonać nową konstrukcję dachu, odtworzyć i zrekonstruować kamienne rzeźby i balustrady. Odbudował też pawilon ogrodowy i pawilon myśliwski a następnie - cztery przypałacowe oficyny.

Obecnie pałac jest zamknięty "na cztery spusty", podobnie jak kamienny most, który prowadzi do niego przez fosę. Na portalu mostu widnieje herb budowniczego, Zieglera.

Remont na dobre stanął w 2005 roku. Obecnie majątku pilnuje stróż i psy. Nie ma możliwości zwiedzania zabytku. Możemy go jedynie zobaczyć z daleka, bo na wjeździe do parkowej alejki postawiono szlaban. Kto odważniejszy, to przeskoczy przez niego. Dookoła fosy biegnie piękna alejka obsadzona ponad 300-letnimi bukami i lipami. Z niej możemy podziwiać piękno pałacu i pobliskich zabudowań folwarcznych.



1429 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie