• Piotr Piotrowski

Najlepszy hotel w Złotych Piaskach. Meliá Grand Hermitage

Szukacie świetnego, niedrogiego hotelu w Bułgarii? Jeśli ktoś się wybiera do Złotych Piasków, to polecam Wam hotel hiszpańskiej sieci. Wakacje w Meliá Grand Hermitage to strzał w dziesiątkę!

Zachwyt nad Melią zaczął się od przekroczenia jej progu. Na nasze bagaże czekał hotelowy boy, który zaprowadził nas do pokoju, a raczej - ponad 40- metrowego apartamentu, w którym można biegać i bawić się w chowanego!

Dwa ogromne łóżka pomieściłyby z pewnością nawet cztery osoby, a przecież byliśmy w dwójkę. Na ogromnym balkonie, z zapierającym dech widokiem na piękne Morze Czarne i promenadę ze sklepikami i cudowną kafejką - statkiem, można byłoby urządzić sobie party z grillem.

W toalecie był do wyboru prysznic, deszczownica i wanna. Kto, co woli. Do tego dwie umywalki z lustrami, kilkanaście ręczników a nawet bidet. W pokoju dwie pojemne garderoby, telewizor z polskimi kanałami a także wygodna sofa i fotele. Do tego cudny widok na Morze Czarne i panoramę Złotych Piasków! Skaczące w morzu o poranku delfiny, przy wschodzącym słońcu. Miód na serce! No, ale przecież nie do pokoju przyjechaliśmy spędzać urlop.

Do dyspozycji gości jest sporej wielkości basen, z codziennymi animacjami. Oczywiście pograłem w ulubione water polo, skosztowałem bułgarskich trunków i obejrzałem bułgarskie tańce, zaprezentowane przez animatorów podczas Bulgarian Day.

Hotel usytuowany ok. 30 km od lotniska w Warnie posiada 727 pokoi rozmieszczonych na 9 piętrach. Od razu ostrzegam, że to moloch, więc jeśli ktoś chce kameralny obiekt, to Melia nie jest dla niego. Hotel ma jednak na tyle dużą powierzchnię i teren wokół, że nikt na nikogo nie wpada. Nie ma kolejek do restauracji, barów, toalet czy po przekąski w ciągu dnia, serwowane wokół basenu. Kelnerzy i obsługa uwijają się jak w ukropie, aby każdy z gości był zadowolony.

Atutem Melii jest położenie na wzgórzu. Z jednej strony od gwarnej promenady jest oddzielona zielonym buforem w postaci bujnego ogrodu, z drugiej do plaży i głównego deptaku Złotych Piaski jest zaledwie ok. 100 m.

Część rekreacyjna składa się z kilku basenów. Na tym największym, o powierzchni blisko 600 mkw. codziennie odbywają się animacje: gry w water polo czy zajęcia joggingu i aerobiku. Najmłodsi nie będą zawiedzeni: są świetne zjeżdżalnie, miniklub, minidyskoteka, plac zabaw, brodzik i park linowy. Jest jeszcze basen w cieniu lasku, dla gości Level, którzy chcą więcej intymności i spokoju. W razie deszczowej aury, goście mogą korzystać z basenu krytego, z wodą mineralną. Do ich dyspozycji jest ponadto: jacuzzi; siłownia, tenis stołowy, bilard i, szachy. Wspominając o dodatkowo płatnej opcji Level, dodam, że dzięki niej goście mogą korzystać m.in. z dodatkowej restauracji i kameralnego basenu położonego w zacisznym miejscu. Atutem są wykwintne potrawy i importowane alkohole. Moim zdaniem, hotel ma formułę all inclusive na tak wysokim poziomie, że nie potrzeba wykupywać Level.

Jak w każdym szanowanym hotelu, klienci nie mogą narzekać na nudę również wieczorem. Na tych, którzy nie zdecydują się na wyjście z Melii na wieczorny spacer brzegiem plaży czy promenadą, czekają wieczorne animacje w amfiteatrze: głównie występy ludowych zespołów, prezentujących tradycyjne bułgarskie tańce, obrzędy i śpiew. Są też kabarety i konkursy z udziałem gości.

Ogromnym plusem tego hotelu było menu - pyszne przekąski w kilku barach przy basenie - panini, pizza, precle, kiełbaski, lody czy dobrej jakości wódki, wino i piwo.

Do tego bułgarscy barmani, uśmiechnięci i lejący alkohol wedle życzenia. Główna restauracja to prawdziwy melanż smaków - codziennie można było znaleźć coś innego.

W ramach animacji można posłuchać na żywo tradycyjnej muzyki bułgarskiej oraz skosztować lokalnych trunków. Z tego też powodu Bułgarię pokochałem nie tylko za wspaniałe plaże, smaczną kuchnię, otwartość jej mieszkańców ale przede wszystkim – folk.

- "Pioter, jeśli chcesz spędzić wakacje po bułgarsku, musisz zatańczyć horo i napić się rakiji. To esencja tego kraju" – mówił mi Slavko, jeden z animatorów naszego hotelu w Złotych Piaskach.

No to spróbowałem! Rozgrzany 50-procentowym, eksportowym trunkiem Bułgarii - RAKIJĄ , dałem się namówić do tradycyjnego tańca, jakim jest HORO (znaczy koło). Jego cechą charakterystyczną jest asymetryczny metr. Tancerze tańczą w prostej lub zakrzywionej linii, trzymając się za ręce.

Zwykle HORO tańczy się z lewa na prawo. Tak więc, aby zaliczyć krótki, ale solidny kurs HORO nie musieliśmy wybierać się na tradycyjny wieczór bułgarski, oferowany przez wiele lokalnych biur podróży. Nie musieliśmy się też wybierać do bułgarskiego interioru, na prowincję. Próbkę HORO dali nam tancerze, którzy zawitali do naszego hotelu Melia Grand Hermitage.

Ale animacje to nie jedyna mocna strona Melii. Jeśli ktoś lubi porządny "all inclusive" na talerzu, to wybrał dobry hotel. Jak na ofertę za ok. 2,5 tys. zł od osoby, Melia przebiła inne hotele w Bułgarii, w których byliśmy. Rano królowały pyszne naleśniki i gofry, obiady i kolacje to różnorodne mięsa, owoce morza i ryby (choć nie wszystko mocno wysmażone, ale to kwestia gustu), do tego pyszne desery i ciastka (polecam tartinki z owocami i owoce w galaretce), świeże owoce i jakby ktoś jeszcze miał dość - masa dodatków w postaci warzyw, przypraw, sosów, mlecznych specjałów i serów. I to wszystko, bez zbędnych kolejek. Jeśli ktoś przyjechał na 6-7 dni, nie jest w stanie się znudzić posiłkami. A jeśli nawet, to ma alternatywę w postaci przekąsek przy basenie - my polecamy pizzę, precle i panini!!! W restauracji głównej jest oczywiście kącik dla dzieci. Dla "starszych" lokalne napoje alkoholowe i kawa w Sunshine Cafe oraz w lobby-barze Cafe Roma.

Obsługa pomocna, dbająca o czystość, kelnerzy jak muchy, krążyli nad nami, aby szybko zabrać talerze, które odstawialiśmy, pałaszując pyszne rzeczy. Słowem - czystość to atut Melii. Dodajmy, że leżaków przy basenie nigdy nie brakowało, choć w hotelu było bardzo dużo gości. Melia pęknie prezentuje się również wieczorem.

Słowem hotel - na szóstkę! Świetnie położony, z jednej strony wyciszony od pobliskiej promenady niewielkim laskiem i położeniem na wzgórzu, z drugiej strony jego atutem jest bliskość plaży i morza, na który mieliśmy wspaniały widok z piątego piętra! Melia to jeden z najlepszych hoteli w Złotych Piaskach, o ile nie najlepszy (a przeszliśmy ten kurort wszerz i wzdłuż i żaden nie był tak imponujący, z taką ilością atrakcji i "wypasów").

Nie bez powodu, hotel w 2019 roku otrzymał Żagiel Itaki, wyróżnienie za najwyższą jakość usług.



Złote Piaski. Co zobaczyć, gdzie zjeść, poplażować, co kupić?


Bułgarski kurort to melanż kiczu i nowoczesności, gdzie komunistyczne budynki i obskurne hotele z lat 60 czy 70. XX w. mieszają się z nowoczesną infrastrukturą. Co chwilę powstają nowe hotele, z coraz lepszą formuła all inclusive. Niektóre dorównują standardom tureckich, pięciogwiazdkowych molochów – mają po kilka basenów, aquaparki i posiłki 24 h.

Choć Złote Piaski są dużo mniejsze niż inny słynny bułgarski kurort - Słoneczny Brzeg, ale przy deptaku nie brakuje lokali ze smacznym jedzeniem, pubów i dyskotek.

Oryginalność restauratorów nie zna granic. Mamy więc lokale aranżowane na wzór galeonu Czarna Perła rodem z Piratów z Karaibów, z basenami wzorowanymi na wzór tarasów wapiennych w tureckim Pamukkale, w których można się drinkować i zarazem się kąpać. Jest też kawiarnia - replika wieży Eiffela. Do tego multum dyskotek i klubów nocnych. Nam przypadła ta z tańcami arabskimi. Kto, co woli.

Im dalej od morza, tym więcej komunistycznych szkaradek i tańszych hoteli, pamiętających czasy głębokiej komuny. Ale wszędzie można dobrze zjeść. Smacznie i tanio. Bułgarskie knajpy serwują zarówno tradycyjne potrawy, jak i szybkie, fastfoodowe jedzonko. To właśnie w tym kraju zobaczyłem pierwsze, uliczne mini restauracje McDonalds-a.

Ja wolałem się raczyć banicą, sałatką szopką i owocami morza, niż jeść fast foody, dostępne na co dzień w naszym kraju. Zasada jest prosta – im dalej od centrum, tym taniej. Średnio, za zestaw obiadowy zapłacimy ok. 20 zł, słynną bułgarską sałatkę szopską - ok. 8 zł, kebab na talerzu - ok. 25 zł. Piwo kuflowe Zagorka czy Kamenitza kosztuje już od 6 zł wzwyż.

Nie oszukujmy się. Do Złotych Piasków nie jedzie się dla zwiedzania Bułgarii. Od tego są inne, dużo ciekawsze miejsca w tym kraju. Jak choćby Płowdiw, Sofia, Nessebar czy Sozopol.

Złote Piaski to raj dla amatorów plażowania, aktywnego wypoczynku nad wodą, nocnego imprezowania w niezliczonej ilości knajp i dyskotek czy spacerów po okolicy. Wszak ten kurort znajdują się na terenie Parku Krajobrazowego z mnóstwem zieleni i ścieżek spacerowych.

Legenda głosi, że w Złotych Piaskach dawno dawno temu piraci zakopali skarb, który z czasem natura zamieniła w złoty piasek i stąd nazwa kurortu. Po skarbach ani śladu, ale piasek złoty pozostał i co najważniejsze, jest drobny i regularnie sprzątany z nieczystości :) To właśnie cudowne, szerokie plaże co roku przyciągają turystów z całego świata, w tym Polski.

My mieliśmy wydzielony, hotelowy fragment plaży, za który trzeba było płacić ok. 30 zł (8 lewa za jeden leżak). To był jeden z niewielu minusów Melii , który jako pięciogwiazdkowy resort powinien swoim klientom udostępniać plażę za darmo. Co ciekawe, w kolejnym sezonie, rok po naszym pobycie, tak się też stało.

Mankamentem plaż publicznych w Bułgarii jest to, że są często tak zatłoczone, jak w szczycie sezonu wakacyjnego w naszym Pobierowie. Warto więc wybrać hotel, który ma swój wydzielony kawałek plaży.

Atrakcyjną ofertą są plaże należące do nadmorskich restauracji i knajpek. Możemy na nich plażować dostając gratis parasol z leżakami. Wystarczy zamówić jakieś danie lub drinka.

W Złotych Piaskach byliśmy w 2018 roku, akurat gdy Polska rywalizowała w Mistrzostwach Świata w piłce nożnej. Kurort zamienił się wtedy w jedną , piłkarską wioskę. Polacy szybko odpadli z rywalizacji, dlatego nasi rodacy raczej unikali pubów, w których transmitowano mundialowe mecze :)

Na bułgarskich bazarach można kupić wszystko - od tandetnych souvenirów, po oryginalne rękodzieło. Nie polecam tanich podrób znanych marek. Warto kupić ręcznie malowane ikony z podobiznami świętych, eksportowe kosmetyki na bazie olejków różanych, pyszny kiselo mliko (jogurt , którego Bułgaria jest ojczyzną:) , ser kaszkawal czy przyprawy np. czubrica.

Oczywiście, Bułgaria to nie tylko nadmorskie kurorty. Warto zobaczyć atrakcje w tzw. interiorze. Wziąć udział w bułgarskim wieczorze, potańczyć przy czałdze, napić się wódki rakija, zwiedzić Płowdiw, Bełogradczik, Wielkie Tyrnowo czy Sofię, zjechać wyciągiem nad górami Strandża czy zaliczyć rejs rzeką Ropotamo. Bułgarskie parki i góry są piękne. Warto poznać też samych Bułgarów, ich mentalność, tradycje, obyczaje, wady i plusy. Świetnie o nich pisze Magdalena Genow, w książce pt. "Bułgaria. Złoto i rakija". Przeczytałem ją jednym tchem. Polecam ją zwłaszcza tym, którzy do Bułgarii wybierają się pierwszy raz.

755 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie