top of page
  • Piotr Piotrowski

Hitlerowski sen o potędze. Fabryka amunicji DAG Alfred Nobel w Lubuskim

Spacer po lesie? Z dreszczykiem i adrenaliną? Na taki najlepiej nadaje się leśny Kombinat DAG Alfred Nobel (Alfred Nobel Dynamit Aktien-Gesellschaft) w Krzystkowicach koło Nowogrodu Bobrzańskiego (Lubuskie). W tej hitlerowskiej fabryce materiałów wybuchowych z 1940 roku pracowało ponoć 25 tysięcy robotników! Filia koncernu IG Farben miała być kolejnym, spełnionym marzeniem Hitlera o samowystarczalności gospodarczej III Rzeszy. Pod koniec II wojny światowej produkowała nawet 60 procent wszystkich materiałów wybuchowych dla niemieckiej armii, m.in. nitrocelulozę, nitroguanidynę czy heksogen.

Na obszarze o wielkości 35 kilometrów kw. (!) zobaczycie blisko ponad trzysta obiektów różnego rodzaju: od ogromnych silosów, tajnych laboratoriów po sieć olejową z rampami przeładunkowymi, hale produkcyjne i robiąc ogromne wrażenie elektrociepłownię. DAG to nie tylko wspaniała lekcja II wojny światowej, to również miejsce pamięci cierpienia i śmierci setki więźniów, wykorzystywanych przy budowie obiektów i produkcji amunicji. Mieściła się tutaj filia obozu koncentracyjnego Gross Rosen.

➡ Jak dotrzeć: droga wojewódzka nr 289 - relacji Nowogród Bobrzański - Lubsko. Tu współrzędne: 51°49′13,0800″N 15°12′02,1600″E

➡ Auto najlepiej zostawić przy głównej drodze. Wjeżdżając do lasu, narażamy się na mandat od Straży Leśnej.

➡ Lubuski "survival" połączony z eksploracją ruin i wspaniałą lekcją II wojny światowej w terenie warto zacząć od pierwszej bramy, jadąc od Nowogrodu Bobrzańskiego.

➡ Na zwiedzanie kombinatu zarezerwujcie sobie najlepiej pół dnia. Zaopatrzcie w wygodne buty z grubą podeszwą, coś na komary i kleszcze (w lecie), no i zapas wody z prowiantem.

➡ Przed wejściem w las, dobrze przestudiować mapkę, którą znajdziecie na moim blogu, jak i przy wszystkich dawnych bramach wjazdowych.

➡ Spacerując wśród całkiem dobrze zachowanych budowli, uważajcie pod nogi. Jest tu sporo dziur, wyłomów i odsłoniętych studzienek. Część z nich przykryta jest mchem, krzakami i samosiejkami drzew. Bądźcie ostrożni!

W czasach wojny teren był ściśle strzeżony. W ramach tajnego projektu o kryptonimie "Ruuester", czyli "Wiąz" wybudowano tutaj cały kompleks budynków do produkcji amunicji, mieszkania dla robotników. Funkcjonowało nawet kasyno a kombinat miał z oczywistej przyczyny własną straż pożarną. Powstało też 11 obozów dla jeńców i pracowników przymusowych ściąganych z terenów okupowanej Europy. Dziś teren możemy eksplorować do woli, poza częścią dawnych koszar żołnierzy niemieckich, obecnie zajmowaną przez Zakład Karny w Krzywańcu.

Ogromne wrażenie robi rampa przeładunkowa z suwnicą i elektrociepłownia, do której doszedłem ciągle czynnymi torami. Torowisko dalej prowadzi do jednostki wojskowej (5 RBM Nowogród Bobrzański) oraz zakładu penitencjarnego w Krzywańcu, które omijamy szerokim łukiem.

Wielokondygnacyjne obiekty z fenomenalnie zaprojektowaną jak na tamte lata konstrukcją do dziś budzą podziw u najlepszych architektów. Większość budowli posiada żelbetonową konstrukcję nośną, co było standardem w przypadku obiektów narażonych na atak wroga.

Dwa budynki elektrociepłowni przedzielone są torowiskiem.

Fabrykę hitlerowcy zaczęli budować na początku 1940 roku, przy pomocy polskich żołnierzy, wziętych do niewoli po kampanii wrześniowej oraz jeńców z Czechosłowacji. Z każdym kolejnym rokiem wojny dołączali do nich więźniowie z 16 krajów Europy.

W 1945 roku do kombinatu wkroczyła Armia Czerwona. Ruskie Kacapy oczywiście wywiozły wszystko, co miało jakąkolwiek wartość a czego nie zabrali ze sobą Niemcy.

Maszyny, instalacje i technologię trafiły do Rosji, ślad po dokumentacji u technologii wykorzystywanych w tutejszej produkcji oczywiście zaginął.

W połączonym kompleksie budynków można obejrzeć olbrzymi podziemny magazyn na węgiel, halę zasypu kotłów, pochylnie, laboratorium i budynki administracji.

Potężne kominy elektrociepłowni do odprowadzania spalin zachowały się do dziś w nienaruszonym stanie.

Była jeszcze jedna para kominów- teleskopowych. W momencie nalotów składały się jak teleskopy, chowając wewnątrz budynków . Dziś zostały po nich tylko ogromne otwory.

...

Poniżej - budynek nitrowania celulozy. Przez amatorów eksploracji nazywany jest „hotelowcem” ze względu na balkony na dwóch kondygnacjach. W rzeczywistości służyły one do ewakuacji pracowników w razie pożaru. Z kolei spora ilość otworów w ścianach miała zapobiec przed naruszeniem konstrukcji w razie wybuchu.

...

Poniżej jeden z budynków administracji.

Jeszcze większe wrażenie robią ogromne zbiorniki (silosy). W pięciu z nich trzymano metanol, w szóstym - olej napędowy. Oczywiście, z okolic rampy moglibyśmy do nich dojść betonowymi ścieżkami, ale to zajmie nam kolejny czas, gdyż tak jak wspomniałem, kompleks jest ogromny. Najszybciej do silosów trafimy wracając do auta. Główną drogą jedziemy ok. 2,5 km w kierunku na Lubsko. Po prawej stronie, po przejściu około 300 metrów betonową drogą zauważymy w lesie kolosalne, obsypane ziemią budowle, na których od wojny zdążyły wyrosnąć już drzewa.

Przy obsypywaniu silosów ziemią i wtapianiu ich w leśną scenerię harowały więźniarki filii obozu Gross-Rosen.  Wysokie na 15 metrów zbiorniki zwężają się ku górze. Zamykane były drewnianymi pokrywami. Betonowe podpory miały zminimalizować skutki wybuchów.

W jednym ze zbiorników kręcono scenę do filmu "Yuma" z 2012 roku - opowiadającym o Polakach szabrujących wyroby luksusowe za zachodnią granicą. W silosie , przy ognisku rosyjska mafia na czele ze swoim wytatuowanym hersztem , Tomaszem Kotem bawią się w najlepsze , spożywając wódkę z gwinta.

1239 wyświetleń6 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Spodobało się? Zapisz się na moją listę mailingową:

bottom of page