• Piotr Piotrowski

Herbatka w Sidi Bou Said

Biało – niebieskie miasteczko na stromym klifie wybrzeża Morza Śródziemnego, najbardziej "pocztówkowe" w Tunezji. Raj dla miłośników zdjęć

A wszystko za sprawą malowniczych, białych domków z niebieskimi oknami i drzwiami, ozdobionymi kwiatami bugenwilli. Uroki Sidi Boud Said pokochali w XIX w. francuscy kolonialiści, budując tutaj piękne rezydencje. Wkrótce przyjechali tutaj wszelakiej maści artyści, od Miguela de Cervantesa, Jeana Paula Sartre'a, Gustave Flauberta, Foucaulta, Malreaux po Paula Klee. Ten ostatni nawet wyznał, że dzięki Sidi Bou Said odkrył kolor.


Ja "zaliczyłem" Sidi w kilka godzin, przyjeżdżając tutaj z Hammametu.Aby poczuć klimat tej miejscowości, warto wybrać się na cały dzień, uciec od głównego deptaku w boczne uliczki, napić się miętowej herbatki, która tutaj podawana jest z orzeszkami piniowymi i dużą ilością cukru. No i lodem – dla ochłody. Takiej też skosztowałem, wygodnie rozkładając się na sofie, w pałacu Da el Annabi.


Piękny budynek zbudowany został w XVIII wieku, w zabudowie charakterystycznej dla Sidi, ale w wystroju andaluzyjskim, jako rezydencja Taiba El Annabi. Dziś udostępniany turystom przez jego potomków, rodzinę prawników.

Zanim skosztowałem herbatki, zrobiłem tournée po rezydencji – typowej dla arabskich posiadłości tamtych czasów. Wszystko kolorowe, zdobione. W niektórych pokojach są figury woskowe, ubrane w oryginalne arabskie stroje. Wradapłem się również na dach pałacu, skąd można było podziwiać piękne widoki na zatokę i panoramę Sidi Bou Said, z charakterystycznym, białymi domkami z niebieskimi oknami i drzwiami. Z biało – niebieskim tłem kontrastują muszaraby - gięte artystycznie kraty okienne.

Jest jeszcze drugi punkt widokowy, warty odwiedzenia – koło słynnej, malowniczo położonej na klifie kawiarni Café Sidi Chabanne. Rozciągająca się stąd panorama na Zatokę Tuniską uważana jest przez wielu za najpiękniejszy widok w całym kraju. Z pierwszego punktu widokowo trzeba się cofnąć kilka kroków i po lewej stronie zobaczymy murek oraz zejście do kawiarni.

W drodze powrotnej kupiłem malowidło jednego z miejscowych artystów. Oczywiście – z charakterystycznymi domkami. Warto pobyć dużej na suku, np. kupić niebiesko – białą ceramikę, dywanik, daktyle czy oliwę z oliwek. Poczuć zapach arabskich przypraw czy jaśminu, który jest obecny niemal wszędzie – również w toaletach, jako naturalnego odświeżacza.











Jaśmin wywieszany był w ubikacjach dyskoteki Latino, w Hammamecie, również w moim hotelu, Thalassa Shalimar. Po długim spacerze na suku i bocznych uliczkach, "smakowaniu" Tunezji z dala od "all inclusive",warto zajść do ulubionej kawiarni artystów – Caffe de Nattes.



699 wyświetlenia6 komentarz

Formularz subskrypcji