• Piotr Piotrowski

Bułgarski folk, czałga i rakija!

Bułgarię pokochałem nie tylko za wspaniałe plaże, smaczną kuchnię, otwartość jej mieszkańców czy świetne hotele, ale przede wszystkim – folk.

Wspaniała muzyka, tańce, obyczaje czy smaczna kuchnia. Każdy z tych elementów nieco się różni w danym regionie etnograficznym Bułgarii a jest ich siedem: Pirin, Rodopi i Strandzha, Mizia Dobrudzha, Trakia i Shopluk (Shop). Każda z tych krain ma swój charakterystyczny styl tańca czy obyczaje, często do dziś pielęgnowane. Bułgarski taniec to HORO.

Hotelowe animacje w Melia Grand Hermitage (jeden z najlepszych hoteli w Złotych Piaskach - polecam!). "Prawdziwą Bułgarię" można było posmakować nie wychodząc na miasto. Pokazy tradycyjnego tańca horo czy kjuczka a także degustacja narodowych trunków były na porządku dziennym.


Horo znaczy koło

Jego cechą jest asymetryczny metr. Tancerze tańczą w prostej lub zakrzywionej linii, trzymając się za ręce. Wszystko zależy od fantazji wodzireja. Zwykle HORO tańczy się z lewa na prawo. Aby zaliczyć krótki, ale solidny kurs HORO (znaczy "koło") nie musieliśmy wybierać się na tradycyjny wieczór bułgarski, oferowany przez wiele lokalnych biur podróży. Nie musieliśmy się też wybierać do bułgarskiego interioru, na prowincję. Próbkę HORO dali nam tancerze, którzy zawitali do naszego hotelu Melia Grand Hermitage, w Złotych Piaskach. Najpierw poczęstowali eksportowym trunkiem Bułgarii - RAKIJI, a następnie zaprosili do tańca. Rozgrzani rakiją goście hotelowi szybko podnieśli tyłki z leżaków czy krzeseł przy barze, łapiąc się za ręce i dając porwać się bułgarskiemu folkowi.

Kiedyś w HORO była segregacja płciowa, dziś panowie i panie mieszają się w korowodzie. Do tańca musi być co najmniej czworo chętnych. I na koniec mały słowniczek: "horoberec" to dobry tancerz, "horovodec" to wodzirej prowadzący korowód, "horiste" to miejsce, na którym tańczą. Horo zaczynaliśmy dzień po śniadaniu, horo kończyliśmy go, na wieczornych animacjach, na które Melia zapraszała do swojego amfiteatru ludowe zespoły, pokazujące dawne obrządki, jak również bułgarskie tańce z różnych zakątków tego kraju.


Przy hitach czałgi można poszaleć m.in. w dyskotekach Słonecznego Brzegu. Na zdjęciu słynny klub Bedroom Beach.

Ciemna strona folku Wieczorem w hotelu miałem przyjemność poznać tą ciemniejszą stronę bułgarskiego folku - CZAŁGĘ. Ta popy czy nawet house'owy nurt muzyki wykorzystujący akcenty etniczne Bułgarii, mocno podzielił jej społeczeństwo. Czałga, zwana też etnopopem czy turbofolkiem w czasach komuny była zakazana. Nowe życie dostała w latach 90. XX w. Jej nazwa pochodzi od tureckiego "calgi", co znaczy instrument muzyczny. To muzyka łącząca w sobie bałkański folk m.in. z greckimi, cygańskimi i tureckimi wpływami. Taniec do czałgi to kjuczek.

Sama muzyka bazuje na powtarzalności rytmu i motywów muzycznych. W refrenach słuchać takie charakterystyczne instrumenty dla bałkańskiego folku jak klarnet, gadulka, tambur czy gajda (gajdziarzy – czyli bułgarskich dudziarzy często można spotkać na deptakach czy promenadach bułgarskich kurortów). W czałdze te tradycyjne formy mieszają się z nowoczesnymi gatunkami: house'm, hip-hopem czy electro.


Tandeta i kicz? Będąc kilkakrotnie w Bułgarii, zarówno w Słonecznym Brzegu jak i Złotych Piaskach, miałem wielokrotnie bawić się w rytm czałgi. Zarówno w tak renomowanych klubach jak Bedroom Beach jak i przy hotelowych basenach czy amfiteatrach, podczas animacji. Z głośników leciały hiciory bułgarskich gwiazd etnopopu m.in. w wykonaniu Emanueli, Preslawy, Anelii, Azisa, Maliny czy Galeny, strumieniami lała się wysokoprocentowa wódka, RAKIJA podawana zarówno w formule all inclusive jak i ta, kupiona w okolicznych sklepikach. - "Pioter, jeśli chcesz spędzić wakacje po bułgarsku, musisz zatańczyć horo i napić się rakiji. To esencja tego kraju" – mówił mi Slavko, jeden z animatorów naszego hotelu w Złotych Piaskach. Gdy zapytałem go a co z tą czałga? Zaczął się denerwować. - "Czałga to fenomen ostatnich lat w Bułgarii, ale dla wielu bardzo kontrowersyjny – odpowiedział. - Szczególnie starsi szydzą z niego, twierdząc, że to tandeta, pokazująca w teledyskach półnagie kobiety i panów w skórach i złotych łańcuchach, na tle luksusowych aut. Niewiele przekazu. Za to profanacja tradycji i ludowych instrumentów, które w piosenkach czałgi zastępuje syntezator". Szczególnie starsi Bułgarii nerwowo reagują na czałgę. Yanislav Georgiew oburza się, gdy czałgę nazywam odmianą bułgarskiego folku. -To nie jest prawdziwy bułgarski folk, nie ma szacunku dla naszej tradycji ani jakości. Bliżej czałdze do zachodniego popu, bycia modnym - mówi. - Nie mieszają czałgi z tradycyjnym bułgarskim folkiem! - denerwuje się Tsvetelina. - Następnym razem nie jedź do Słonecznego Brzegu i skup się na bułgarskich tradycjach i folklorze. Będziesz zaskoczony! - radzi Ivan. - Chalga to najniższy poziom kultury i „muzyki”.


Bułgarscy piosenkarze: Djordan, Anelia i Krisko ( fot. youtube; producer: Payner Media Ltd. / Payner Ltd)


Za czasów komuny, czałga była zakazana. Ówcześni przywódcy komunistyczni, w tym szczególnie - Todor Żiwkow – gardzili tym stylem. Krytykowali go za symbol seksualnej rozpusty, który niszczy tradycje bałkańskie i ma mocno na bakier z promowaniem bałkańskich tradycji i obyczajów. Najwyraźniej nie podobało im się spłaszczenie przekazu do kręceniu biodrami, "kopulacyjnych " ruchów i zastępowaniu tradycyjnych instrumentów oraz kapel pop folkowych syntezatorami. Transformacja ustrojowa po 1989 roku sprzyjała odrodzeniu czałdze w nowym wydaniu. Dziś w teledyskach turbofolku przeważają roznegliżowane wokalistki, tancerki z silikonowymi biustami, obwieszeni złotem panowie w dresach lub eleganckich garniturach, najlepiej na tle pięknych apartamentów, w luksusowych autach. Do tego nagość i erotyczny taniec. I ograniczone słownictwo. Ale nie wszystkie teledyski i piosenki tworzy się wedle tej reguły. Są kontrowersyjni artyści jak Azis, są też piosenkarze, którzy potrafią dać mądry przekaz społeczeństwu, łączą przy tym przyjemne z pożytecznym. Cygański transwestyta Azis jest popularny w Bułgarii niczym nasz Zenek Martyniuk w Polsce, choć to kraj równie mało otwarty na środowiska LGBT, jak nasz. Jedną z największych gwiazd i seksbomb bułgarskiej sceny muzycznej ostatnich lat jest Anelia.

Do gustu przypadły mi szczególnie takie jej przeboje jak: "Gazarka" (Гъзарка), "Zoopark" (Зоопарк) czy "Day mi oshte" (Дай ми още). Lubię też posłuchać Djordana, Krisko czy Denisa & Adnan Beats. Mimo wszystko, czałgę niesłusznie nazywa się bułgarskim disco polo. Dziś czałga to jedna wielka machina szołbiznesu – powstają stacje radiowe (np. Radio Veselina czy Veronika), wytwórnie płytowe, coraz szerszą ramówkę poświęconą czałdze mają kanały telewizyjne. Oto moje ulubione kawałki w klimacie czałgi. Zapraszam do czałgoteki :)



Anelia - Zoopark (Зоопарк)

https://www.youtube.com/watch?v=9RXbaMyDpLs

Denis & Adnan Beats - Kitayka (Китайка)

https://www.youtube.com/watch?v=1M8aPh_4KWQ

Anelia - Gazarka (Гъзарка)

https://www.youtube.com/watch?v=kVVRxqJ6ICY

Djordan - Ne te boli ( Не те боли)

https://www.youtube.com/watch?v=oahsK8xdrCE

Krisko - Losh ili Dobur

https://www.youtube.com/watch?v=1hquWtswX88


Bułgarski folk mocno wykorzystywany jest też przez artystów sceny elektronicznej. Wśród DJ-ów, którzy czerpią garściami z tradycji kraju, jest Stan Kolev, wykorzystujący bałkańskie motywy w swoich utworach z pogranicza trance i progressive house. Warto Jednym z moich ulubionych kawałków Stana jest "Constant Craving". Pierwszy raz usłyszałem go właśnie w hotelu Melia, puszczony w przerwie między występami ludowego zespołu. Tym, którym nutki Koleva się spodobają, zapraszam do jego setów pod hasłem "Awakening" dostępnych m.in. na stronie www.mixcloud.com



Rakija na zdrowie! Nawet jeśli komuś rytmy horo czy czałgi nie wpadną w ucho i od razu nie ruszy tańczyć na parkiet, to może uda się to po spróbowaniu skosztowaniu RAKIJI - bułgarskiego trunku narodowego. Najpopularniejszymi rakijami są te z winogron (grozdowica) oraz śliwek z (śliwowica). Ma 40-50 procent alkoholu, można ją wytwarzać również z pigwy, fig czy gruszek, z dodatkiem anyżu, miodu czy ziół. Niektórzy Bułgarzy piją rakiję w niewielkich ilościach, jako lek na schorzenia np. Jako remedium na regulację ciśnienia, grypę czy przeziębienie. Oczywiście – w medycynie ludowej - wódkę pije się w niewielkich ilościach, nawet podgrzewaną. Rakiję nie należy pić duszkiem, lecz należy się nią delektować. Podaje się ją zazwyczaj z sałatą szopską lub marynowanymi warzywami. Podczas pobytu zarówno w Słonecznym Brzegu czy Złotych Piaskach spróbowałem kilka rodzajów tej bułgarskiej wódki, choć przyznam, że lepiej smakowała mi je turecka kuzynka – raki – o smaku anyżowym :)


CZYTELNIA PO BUŁGARSKU

Warto przeczytać! Ale Bułgaria to nie tylko czałga i rakija. Dużo o tym kraju dowiedziałem się nie tylko z moich podróży, ale i książki Magdaleny Genow pt. "Bułgaria. Złoto i Rakija" , którą serdecznie polecam na długie popołudnia. Szczególnie teraz, gdy w czasach pandemii musimy siedzieć w domu.

Żałuję, że zanim pojechałem do Bułgarii, nie sięgnąłem po tę pozycję. Wybierając rok po roku na wczasy dwa najpopularniejsze, zatłoczone miasteczka nad Morzem Czarnym – Słoneczny Brzeg (2017) i Złote Piaski (2018), nastawiałem się na "prażenie się" na piaszczystych, pięknych plażach, wieczorne eskapady, spacery po promenadach no i dobry all inclusive w hotelach z wypasionymi basenami i jadłem. Oczywiście, był mały łyk tej prawdziwej Bułgarii – jak choćby codzienne wycieczki z Słonecznego Brzegu do Nessebaru. Tyle, że zbyt mały, aby poznać kulturę, obyczaje czy historię kraju. Wtedy nie zwracałem uwagi, że ten kraj to nie tylko morze, plaże czy smaczna, bałkańska kuchnia.

Książkę Magdaleny Genow - Jopek pt. "Bułgaria. Złoto i Rakija" polecam wszystkim, którzy patrzą na ten kraj przez pryzmat czasów PRL-u, głębokiej komuny i opowieści naszych ciotek oraz babć o wyjazdach na saksy (emigracji zarobkowej). Wszystkim tym, którzy rozpieszczeni egzotycznymi wakacjami w Tajlandii, Maroku czy na Malediwach, myślą o Bułgarii jako o "biednym kraju pełnym prowizorek z czasów PRL-u". Mówię Wam: przeczytajcie tę książkę! Podkreślę, książkę doskonałą, nie tylko jako przewodnik po Bułgarii ale i reportaż o życiu, kulturze, kuchni, muzyce czy obyczajach. Kupiłem ją po obejrzeniu programu z autorką w telewizji.

Pani Magda jest z urodzenia Bułgarką. Do Polski wyjechała jako dziecko, ale co roku spędzała wakacje u dziadków, w swojej rodzinnej Warnie. Ostatnio przez kilka lat prowadziła bloga a wspomniana książka jest kwintesencją wszystkich jej refleksji i wspomnień z Ojczyzny.


Rakija na zdrowie! Raj (już nie) dla komuchów

W czasach "komuny" o takich kierunkach jak Hiszpania,Turcja czy Włochy w naszym kraju można było tylko pomarzyć, dlatego Bułgaria była szczytem marzeń o zagranicznych destynacjach dla wielu Polaków. Z cieplejszym morzem niż Bałtyk, z wyższą w lecie temperaturą, z wyjątkowo smaczną kuchnią i oryginalną kulturą. Do tej pory znałem ten kraj tylko z opowieści swojej ciotki, która w latach 60 i 70. XX w. jako żona członka partii PZPR co roku jeździła do Złotych Piasków na wczasy. Wspominała, że była to niewielka miejscowość położona obok tego słynnego kurortu. Ciotka podkreślała, że jej nazwa pochodziła od dwójki Świętych. Dzięki książce Pani Magdy dowiedziałem się, gdzie dokładnie ciotka spędzała wakacje nad Morzem Czarnym. Były to apartamenty w Domu Polskim, w niewielkiej miejscowości Święty Konstantyn i Elena, w której obecnie powstaje mnóstwo nowoczesnych hoteli.


Mokra łazienka i targ bułek

Dzięki książce Pani Magdy wiem już co to "mokra łazienka", czym różni się turecka raki od bułgarskiej rakiji, skąd wzięło nazwę Morze Czarne, dlaczego bułgarskie niedźwiedzie tak łatwo uczyły się tańczyć i co to jest targ "bułek". No i - dlaczego rakiję pije się na raz. Bułgarska kuchnia to nie tylko słynna, sałatka szopska zapijana rakiją, winem Melnik czy piwem Kamenitza czy Zagorka. To również kolebka super zdrowych jogurtów z kulturami bakterii. Mówi się, że to dzięki nim Bułgarzy są długowieczni.

Oczywiście, nie będą Wam tutaj cytować fragmentów publikacji Genow, bo recenzja nie na tym polega. Historia Bułgarii, zresztą tak jak Polski, umazana jest krwią i cierpieniem. Kraj przez kilka stuleci był pod panowaniem tureckim, które to mocno odcisnęło piętno zarówno na kulturze, obyczajach, muzyce czy kuchni. Ale bułgarska narodowość przetrwała, tak jak polska. Po zrzuceniu tureckiego jarzma przyszło kolejne, radzieckie. Dziś jest bardziej widoczne, niż w Polsce. Ale nie przejmujcie się. W ostatnich latach Bułgaria rozwinęła skrzydła. Oczywiście, te turystyczne. W ostatnich latach, znalazła się w czołówce większości rankingów najpopularniejszych destynacji wybieranych przez Polaków. Coraz nowocześniejsze hotele, coraz lepszy all inclusive, ciągle poszerzana oferta wycieczek fakultatywnych.


Rakija na zdrowie! Góry, folk i banica

Bułgaria w turystyce zrobiła milowy krok do przodu. Coraz mniej jest komunistycznych, budowlanych straszydełek, starych pensjonatów i odrapanych, ulicznych budek telefonicznych z czasów Ludowej Republiki Bułgarii. Powstają setki nowoczesnych hoteli i przytulnych knajpek szczególnie w spokojnych, małych miasteczkach, oddalonych od dużych kurortów typu Słoneczny Brzeg. Polscy turyści wybierają takie miejscowości jak Pomorie, Obzor czy Czernomorec. Moi znajomi coraz częściej wybierają niszowe miejsca, uciekają od zgiełku Słonecznego Brzegu czy Złotych Piasków. I coraz chętniej chcąc poznać bułgarski interior. Zobaczyć piękne zabytki z czasów rzymskich w Płowdiwie, carski pałac w Wielkim Tyrnowie, wybrać się do Doliny Trackich Królów, zaliczyć rejs po rzece Ropotamo, zobaczyć dziką przyrodę i pochodzić po górach Strandża czy w końcu zwiedzić stolicę kraju, Sofię. Chcą przeżywać takie greckie Siga Siga, czyli slow life po bułgarsku. Obejrzeć bułgarski folk, podziwiać tańce i śpiewy przy ognisku, posmakować sałatki szopskiej, banicy i "zapić" je rakiją. Bułgaria to nie tylko kosmetyki na bazie olejków różanych, kiselo mliko ( jogurt :) , ser kaszkawal, przyprawa czubrica czy ręcznie malowane ikony z podobiznami świętych. Warto dodać, że 60 procent kraju to góry, choć to morze robi od lat furorę. Ja pewnie narażę się wielu Bułgarom, bo w ucho wpadła mi bułgarska odmiana disco czyli czałga. Dla wielu artyści to wrzaskliwe teledyski, kicz, silokonowe "lale" i faceci w skórach i łańcuchach, siedzący w luksusowych furach. Dla mnie czałga to zderzenie nowego i starego. Trochę w niej pływów tureckich, trochę bułgarskich, trochę cygańskich, okraszonych nowoczesnym house'em i elektroniką. Genow doskonale definiuje ten gatunek muzyki – cechuje ją powtarzalność rytmu i dyskotekowy bas z wiodącym prym refrenem na klarnecie, który jest odpowiednikiem tradycyjnego instrumentu o nazwie kavala. W niejednym hotelu, w ramach animacji usłyszycie te bałkańsko - tureckie klimaty, nauczycie się tańca do czałgi (kjuczek) czy tradycyjnego tańca bułgarskiego, zwanego horo. Po powrocie do domu, tych bałkańskich klimatów można posłuchać np. w radio Veronica.


Bułgaria bez tabu

Takich ciekawostek w książce "Bułgaria. Złoto i rakija" jest dużo więcej. Czyta się ją jednym tchem. Genow nie idealizuje bułgarskiej rzeczywistości ani historii. Nie boi się pisać o ciemnej stronie swojej Ojczyzny, nie wystawia Bułgarii "laurki", o co część jej rodaków ma pretensje. Z drugiej strony zachęca do poznania kraju, któremu wielu Polaków przykleiło łatkę "biednej kraju z czasów komuny", obala stereotypy i mity. I tą szczerością porywa czytelników. Gorąco polecam!


397 wyświetlenia9 komentarz

Formularz subskrypcji