• Piotr Piotrowski

Błękitna Laguna, czaszki i koparka - Monster, czyli dookoła jeziora Berzdorfer See.

Blisko tysiąc hektarów połyskującej tafli wody, piaszczyste plaże (w tym dla nudystów i piesków!), 16 kilometrów ścieżki rowerowej i licząca 420 metrów majestatyczna góra Landeskrone. A w okolicy tajemniczy zamek na wodzie, upiorne mauzoleum z czaszkami i koparka – monster – relikt po dawnej kopalni. Nad jeziorem Berzdorfer See można zrelaksować się na kilka sposobów! Pływanie, rower, surfing, żaglówka a może wiosłowanie na stojąco?

Właśnie tu, w tzw. Trójstyku Niemiec – Polski – Czech, niedaleko Zgorzelca, już na terenie niemieckiego landu kopalniane wyrobisko zalano wodą, czyniąc z niego turystyczną perełkę Saksonii. To jeden z wielu przykładów przemiany zdegradowanych przemysłem terenów w turystyczną atrakcję, jaki spotkamy na Pojezierzu Łużyckim.

Berzdorfer See to też raj nie tylko dla miłośników plażowania, kąpieli, żeglarstwa, surfingu i innych sportów wodnych ale i jazdy na rowerze, rolkach, oraz sączenia kawusi w otoczeniu pięknych zabytków.

Ja wybrałem się nad to sztuczne jezioro z powodu świetnej trasy rowerowej, jaką polecali mi znajomi. To dwie godziny jazdy autem z Wrocławia, półtorej – z mojego rodzinnego Żagania. I powiem Wam, warto! Do Berzdorfer See dotrzemy autem ze Zgorzelca (przez Görlitz ) w 20 minut. Nad jezioro można też dojechać od Radomierzyc. Niezmotoryzowanym polecam autobus miejskiej linii E z Görlitz (od końcowego przystanku tramwajowego Weinhübel do Błękitnej Laguny w Schönau-Berzdorf).

16-kilometrowa trasa rowerowa wokół jeziora dostarczy Wam pięknych widoków z górą Landeskrone na czele. Po drodze miniecie kąpielisko Błękitna Laguna (Blue Lagoone), port z jachtami, pachnący wrzosami rezerwat przyrody, romantyczny zamek na wodzie, relikty po dawnej kopalni... Jezioro możemy objechać rowerem wedle trasy zaproponowanej na tablicach, jakie widnieją praktycznie przy każdym parkingu.

Wycieczkę możemy zacząć zarówno od drogi z Görlitz, zostawiając auto na parkingu od północno – wschodniej części Berzdorfer See, jak i Hagenwerder czy plaży Blue Lagoone. Ja polecam duży, bezpłatny parking przy Hagenwerder (mapka - poniżej) . Zaoszczędzonych kilka euro możemy dołożyć do biletu wstępu na koparkę czy bratwursta w jednej z tutejszych restauracji. Dodam, że zostawienie auta na parkingu przy północno -wschodniej części jeziora kosztuje: 1,5 euro - do 1 godziny, 2,5 euro - do 3 godzin, 5 euro - cały dzień. Kamper na cały dzień – 8,50 euro, motocykl – 2,50 euro. Taniej zapłacimy za parking przy Błękitnej Lagunie (do 2 godzin – 1 euro, cały dzień – 3 euro).

Jezioro Berzdorfer See jeszcze kilka lat temu było jedną z kilkudziesięciu odkrywkowych kopalń węgla brunatnego na Górnych Łużycach. Zostało zalane wodą i zamienione na miejsce rekreacji i sportu. Pamiątką po przemyśle górniczym jest ogromna koparka wielonaczyniowa w miejscowości Hagenwerder. Poza poniedziałkami, można na nią wjechać windą i zobaczyć z 24 metrów piękną panoramę tej części Łużyc. Przy koparce jest też małe muzeum innego sprzętu górniczego.

Pamiątką po wsi Deutsch-Ossig, która w 1988 roku musiała niemal całkowicie ustąpić miejsca górnictwu odkrywkowemu jest pamiątkowy kamień, kościół i kilka zabudowań mieszkalnych. Zwieńczeniem jest wystawa pamiątek i zdjęć w "Domu nad Jeziorem“ (Haus am See) w Tauchritz, dotycząca wydobycia węgla brunatnego na tych terenach i związanych z nimi przeobrażeniach krajobrazu.

Największą popularnością cieszą się plaże w północno – wschodniej części jeziora i południowa, zwana Błękitną Laguną. Są strzeżone w godzinach 10.00 – 18.30. Nad jeziorem jest też plaża dla nudystów (w południowo – wschodniej części). Niewielka, intymna, trawiasta. W tej części są też liczne stoiska gastronomiczne (przekąski z Carari czy bar mleczny z pysznymi lodami), plac zabaw dla dzieci, boiska do siatkówki plażowej, basen i wiele innych atrakcji). Jest też plaża dla psów, przy Blue Lagoone.

Berzdorfer See to raj dla żeglarzy, zarówno dla zawodowców, początkujących jak i zupełnych amatorów. W rejs wyruszymy w marinie w Tauchritz lub z bazy żeglarskiej Błękitna Laguna. Firma "Symfonia wypoczynku" oferuje kursy żeglarskie dla dzieci i dorosłych w porcie, z kolei w Błękitnej Lagunie organizowane są obozy żeglarskie dla dzieci i młodzieży a także - Międzynarodowe Regaty Żeglarskie.

Sezon żeglarski na jeziorze trwa od początku kwietnia do końca października. Jachty są do dyspozycji w porcie Tauchritz lub Błękitnej Laguny. Jest też wypożyczalnia rowerów wodnych i desek do wiosłowania na stojąco (Stand-Up Paddling). Firma „Symfonia wypoczynku” („Symphonie der Freizeit”) oferuje również duże deski SUP dla maksymalnie sześciu osób. Aby nauczyć się pływać na SUP-ie można skorzystać z oferty kursów. Z kolei windsurfing jest dozwolony na południowym krańcu plaży północno-wschodniej.

Po dniu pełnym emocji i sportów, warto spróbować niemieckiego bratwurta i lodów w restauracjach: Wyspa Zmysłów (Insel der Sinne), Folwark nad Jeziorem (Gut am See), kiosku w porcie czy stoiskach gastronomicznych nad Błękitną Laguną. Na dłuższy pobyt polecam hotel Wyspa Zmysłów, z pokojami z widokiem na jezioro, pyszną, śródziemnomorską kuchnią i romantycznie urządzoną plażą oraz sprzętem do wodnych wycieczek.

Dobrze zjecie i smaczną kawę wypijecie w restauracji i kawiarni Folwark nad Jeziorem – dawnym kompleksie folwarcznym przy romantycznym Zamku na Wodzie w Tauchritz (patrz – mapka). Od niedawna działa tu też hotel. Po kawce warto wybrać się pod sam zamek, który tak naprawdę dziś jest barokowym pałacem. Tajemnicza budowla z 1306 roku zbudowana na dębowych drewnianych palach i otoczona fosą spłonęła w 1683 roku. Dzięki Marii Sidonia na fundamentach zamku powstał w latach 1686 – 1687 pałac w stylu barokowym. Po II wojnie majątek upaństwowiono i przeznaczono m.in. na szkołę. Od ponad 30 lat stoi w nieużytku i ciągle czeka na swoje "trzecie życie".

Komu nie wystarczy 16 kilometrów jazdy rowem, może odbić "ścieżką w bok". Np. do wioski po polskiej stronie, czyli Radomierzyc. Znajdują się tam co najmniej trzy godne uwagi miejsca, które warto zobaczyć, choćby z zewnątrz. Są dziś w opłakanym stanie i niszczeją. Nasi sąsiedzi za miedzy złośliwie mówią, że gdyby Radomierzyce, czyli dawny jeszcze do 1945 roku – niemiecki Radmeritz – byłby w ich granicach , zabytki na pewno zostałyby odnowione. Patrząc na pałace, zamki czy kamieniczki nawet w DDR-owskiej części Niemiec, jest w tym wiele prawdy...

Będąc w Radomierzycach koniecznie zawitajcie do upiornego miejsca, jakim jest barokowe mauzoleum z czaszkami. Ten osobliwy, niszczejący zabytek znajduje się na terenie kościoła św. Piotra i Pawła, w centrum wsi. Ta piękna niegdyś , stylowa kaplica cmentarna w formie dwunawowej, pięcioprzęsłowej hali, nakrytej dachem mansardowym została wzniesiona w latach 1710-1733 przez saksońskiego architekta, Johanna Friedricha Karchera. Ufundował ją Joachim Sigimund von Ziegler, podkomorzy elektora Saksonii i króla Polski, Augusta II Mocnego, który także wybudował okazały pałac w Radomierzycach. Była to fundacja dla grobowców zubożałych, ale dobrze urodzonych panien - arystokratek.

Elewacja przykuwa uwagę upiornymi czaszkami ze skrzydłami nietoperzy, okazałym portalem z kartuszem rodu von Ziegler i owalnymi oknami. Smutne, że mauzoleum od wielu lat popada w ruinę. Przez tyle lat nie tylko nie znaleziono środków na jego renowację, ale i nawet nie zabezpieczono przed złodziejami i wandali. Jakby tego było mało, dodatkowych zniszczeń w kaplicy dokonała wielka powódź sprzed 12 lat. Dopiero, gdy wnętrze ogołocono ze wszystkiego co cenne sarkofagi porozbijano, okna zabezpieczono dyktą a drzwi zamknięte na cztery spusty. Niestety, budynek nadal ulega degradacji.

W sąsiadującym z mauzoleum kościele św. Piotra i Pawła warto zwrócić uwagę na ścianę zewnętrzną, pełną całopostaciowych nagrobków z XVI i XVII w., postaci związanych z dziejami Radomierzyc. M.in. Anny Marii Haubitz, zm. w 1651 r. (z wywodem genealogicznym z 16 herbami jej przodków) czy Cloelii v. Gierstdorfin ads Hennersdorf, zm. w 1584 r., żony Hansa v Nostitz, spadkobierczyni miejscowości. Jednak największą gratką jest nagrobek zmarłego w 1313 roku rycerza Lessowa - najstarszy na Śląsku (jak podkreślają źródła - najprawdopodobniej).

Trzecim miejscem, które powinniśmy zobaczyć (niestety, znowu tylko z zewnątrz) jest okazały, barokowy pałac w Radomierzycach, jeden z najpiękniejszych na Górnych Łużycach, zwany "Pałacem Dwunastu Panien" lub "Pałacem na Wodzie" . Jego budowę w latach 1713-1722 sfinansował Joachim Zygmunt von Ziegler-Klipphausen, polsko-saski szambelan króla Augusta II Mocnego. Jego wnętrzem zajmowali się najlepsi, drezdeńscy rzemieślnicy i architekci. Zresztą, architektura miała nawiązywać do przemijania – mamy 12 kominów, 52 par drzwi i 365 okien. Pierwotnie miał tu powstać zakład wychowawczy dla panien szlacheckiego pochodzenia.

Po wkroczeniu Armii Radzieckiej na te tereny w 1945 roku, pałac został rozkradziony i zdewastowany. W ich ręce wpadło hitlerowskie, tajne archiwum z ponad 20 tysiącami niemieckich i francuskich akt służb wojskowych oraz 50 tysięcy akt niemieckiego sztabu generalnego. Po wojnie pałac znalazł się rękach Skarbu Państwa, ale jak wiele państwowych majątków, dalej niszczał. Na przełomie wieków rezydencję kupił Marek Głowacki, właściciel firmy Gerda. Jego plany adaptacji na hotel i centrum konferencyjne przerwała śmierć przedsiębiorcy w 2003 roku. Głowacki zdążył wymienić wszystkie stropy, wykonać nową konstrukcję dachu, odtworzyć i zrekonstruować kamienne rzeźby i balustrady. Odbudował też pawilon ogrodowy i pawilon myśliwski a następnie - cztery przypałacowe oficyny. Obecnie pałac jest zamknięty na cztery spusty, podobnie kamienne mosty, które do niego wiodą przez fosę. Remont stanął w 2005 roku. Obecnie majątku pilnuje stróż i psy. Nie ma możliwości zwiedzania zabytku. Możemy go jedynie zobaczyć z daleka, bo wjazd do parkowej alejki również jest zablokowany.

Ps. na temat innych ciekawych tras rowerowych w tym regionie przeczytacie TUTAJ

212 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie